piątek, 31 stycznia 2014

Dobrnęłam do końca! ... ponad 400-stronicowego pierwszego tomu sagi "Cukiernia Pod Amorem, Zajezierscy" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Przede mną jeszcze dwa, wcale nie cieńsze! Mój ulubiony gatunek, czyli powieść w stylu romansu kostiumowego, byłoby jeszcze lepiej gdyby kryła tu jakiś kryminał, ale te początkowo dające dreszczyk zaciekawienia wątki, giną z upływem stron nie dając żadnego rozwiązania.
Świetnie opowiedziane zawiłe losy kilku arystokratycznych rodzin, żyjących w dziewiętnastym wieku. A z drugiej strony losy współczesnej rodziny, zgłębiającej losy przodków. Czytałoby się świetnie, gdybym miała więcej czasu, bo jest to jedna z tych książek, które najlepiej się pochłania jednym tchem - wtedy można się wczuć w klimat epoki i dać ponieść wyobraźni. Niestety ja czytałam ją na raty niemal 2 tygodnie. Jak się zabiorę za tom drugi wygospodaruję sobie odpowiednią ilość czasu! :)

książka vs film - refleksja...

Z wielką satysfakcją muszę dołączyć do grona tych czytelników, którzy z zapamiętaniem powtarzają, że książka zawsze jest lepsza od filmu. Zdarzyło mi się w ostatnim czasie przeczytać kilka tytułów, na podstawie których powstały i filmy i seriale. Niestety, a właściwie "stety", książka zawsze z filmem wygrała - przynajmniej w mojej skromnej i subiektywnej opinii.
I tak zaczytałam się to utraty tchu, a napewno poczucia czasu i miejsca w "Wichrowych wzgórzach" Emily Bronte.
 Z miejsca zaczęłam oglądać film; wersję z Juliette Binoche i Ralphem Fiennes'em (na pierwszy rzut oka najbardziej mi się spodobali). I co? I pstro! - film omija co najmniej połowę akcji ujętej w książce, wprawdzie klimat tworzy świetny, ale pokazuje zupełnie inną narrację i nie oddaje szczegółów. Do książki na pewno jeszcze kiedyś wrócę, przez dobrych kilka dni trawiłam ją, żeby muc zacząć czytać coś innego.
Zupełnie tak samo było z "trylogią" M. Kalicińskiej "Nad rozlewiskiem". Wprawdzie kaliber zupełnie inny, mimo to refleksja taka sama: książki fajne, ciekawe i przenoszące w inne klimaty (przynajmniej mnie z niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu na północ Polski). Serial mdły, nudnawy i zupełnie o czy innym niż książka.
Kolejny przykład to "Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert. Książka fajna, współczesna, momentami ciężko mi się czytało. Porusza wyobraźnię, bo przenosi nas w mnóstwo dziwnych i odległych (w tym dosłownym i przenośnym sensie) miejsc. Na okładce napisano "wielkie wydarzenie filmowe". A sam film? - cóż, pewnie trudno rok życia bohaterki opisany na 480 stronach ująć w półtoragodzinne ramy filmu. Mnie rozczarował, co nie znaczy, że samego filmu nie ogląda się miło i ciekawie. 
Za każdym razem książka w zetknięciu z telewizją wygrywa. Cieszy mnie to ogromnie, bo wkręciło mnie to czytanie na maksa, i już nawet nie wiem ile tych książek przeczytałam. Spróbuję trochę poopowiadać o nich, o tych czytanych dawno i tych na bieżąco. Na koniec tego posta nie pozostaje mi nic innego, jak podsumować banalnym stwierdzeniem - czytajmy książki, jak najwięcej i jak najczęściej - to naprawdę jest lepsze od telewizji! ;)

środa, 29 stycznia 2014

kalendarz 2014

Nareszcie! Dziś udało mi się skończyć mój osobisty kalendarz. 
Jest dokładnie taki jakiego potrzebuję. Żadnych zbędnych tabel i informacji, dużo miejsca na notatki, przy tym jest cienki a na tyle duży, żeby włożyć do niego różne druczki.


 Najwięcej czasu zajęło mi prawidłowe złożenie i wydrukowanie kalendarza. Drukowałam dwustronnie na kartkach A4, które potem cięłam na pół na format A5. Trochę się musiałam nagimnastykować żeby po przecięciu wszystko miało właściwą kolejność.

 
Mój kalendarz docelowo ma swoje miejsce w torebce, więc niestety musiałam się ograniczyć z ozdobami, bo szkoda żeby się wszystkie poobrywały.



niedziela, 26 stycznia 2014

świąteczne...

Moje pomysły na prezent gwiazdkowy - coś błyszczącego i eleganckiego.

Ta jest moja; do czerwonej, świątecznej sukienki,
a te poniżej robiłam na zamówienie.




rzemykowe ciąg dalszy...

Dziś zobaczcie prostą wersję bransoletki rzemykowej z przekładką
 czekoladowa

 miętowo-kremowa

Prosta, elegancka i można ją zrobić w przeróżnych kolorach i z różnymi przekładkami a zawsze wygląda super.

czwartek, 23 stycznia 2014

Rzemykowe warkocze

Kilka pomysłów na mój ulubiony splot z rzemyków - warkocz.





coś dla małej księżniczki

Różowa bransoletka z plecionego rzemyka i sznurków, mocowana w końcówkach zaciskanych 20mm. Szybko się robi a i efekt śliczny,

srebro i złoto

A oto mój debiut, dwie bransoletki a'la łańcuszkowe, które wykonałam jako jedne z pierwszych. 

Jakość zdjęć kiepska, ale niestety robiłam je w nocy, bo głównie wtedy mam czas moje robótki.